Hotel dla psów

Najlepszy hotel dla psów. Wszystko o psach.

ODZWYCZAJANIE OD NAROWÓW

Jak wszędzie, tak i przy wychowaniu psa ma zastosowanie maksyma: zapobieganie jest skuteczniejsze niż leczenie. Skoro więc właściciel zauważy, że jego wychowanek podejmuje jakąś czynność niepożądaną, powinien na to natychmiast, a więc jeszcze w trakcie wykonywania tej czynności, zareagować skarceniem lub karą. Trzeba przy tym się starać, by w miarę możności kara nie była u psa kojarzona z osobą pana.
Jeżeli pies wskakuje na tapczan, wołamy na niego „fe” z równoczesnym uderzeniem witką wiklinową, strzałem z procy albo rzutem łańcuszka. Pies karany prędko skojarzy zapowiedź niemiłych następstw ze słowem „fe” i później na sam jego dźwięk zaniecha zakazanej czynności. Wylegiwanie się na meblach jest wynikiem wadliwego wychowania psa, któremu okazyjnie zezwalało się na to, co kiedy indziej jest źle widziane. Jeśli nabyliśmy psa. z tą wadą, można go stosunkowo szybko oduczyć przez opisane postępowanie.
Zdarza się, że pies skojarzy przykrość z obecnością pana, a nie z zakazanym meblem, czyli innymi słowy zrozumie: „leżenie na łóżku w obecności pana jest nieprzyjemne”. Nic tu nie pomoże, jeśli: będziemy karać psa po powrocie do domu. Co najwyżej wzbudzimy nieufność i bojaźliwość przez zestawienie swojej osoby z przykrością, Należy mu w inny sposób obrzydzić zakazane miejsce, także podczas swojej nieobecności. Często wystarczy posypanie mebla pieprzem lub polanie perfumami, czego psy nie znoszą. W uporczywych wypadkach można skonstruować proste, lekkie rusztowanie z kilku patyków, na których umieszcza się stary garnek. Pies wskakując na kanapę strąci go na siebie albo bodaj na podłogę, a hałas spowodowany upadkiem blaszanego naczynia nauczy go respektu dla mebla. Ciężar rusztowania i garnka nie powinien być za duży. Chodzi tu nie tyle o zadanie bólu, co o wystraszenie.
Inny niemiły zwyczaj polega na tym, że pies witając się z panem lub domownikami wskakuje na nich przednimi łapami. Takim objawom radości towarzyszy zwykle pobrudzenie lub podarcie odzieży albo wytrącenie przedmiotów trzymanych w ręku. Nie wolno jednak gniewać się i karać psa za przywiązanie. Najlepiej więc użyć pewnego podstępu. Psa wyskakującego radośnie obejmujemy chwaląc i głaszcząc, lecz równocześnie posuwamy się naprzód, by pies stracił równowagę i upadł na grzbiet (oczywiście na podłogę, a nie na kant mebla). Można też nadepnąć mu „przypadkiem” na łapę i witać się z nim w dalszym ciągu. Po kilku podobnych doświadczeniach pies zapamięta, że niebezpiecznie jest wspinać się na pana, a przyjemnie witać go na czworakach.
Do narowów nabytych przez psa z winy pana należy otwieranie drzwi. Tej sztuki nie trzeba psa uczyć, może się bowiem trafić, że pootwiera on drzwi, by pójść na spacer, a skorzysta z tego niepożądany gość. Jeśli pies samodzielnie nawet wpadnie na pomysł naciskania klamek, należy mu to prędko obrzydzić, a nie cieszyć się z dowodu niewątpliwej inteligencji.
Wreszcie jednym z częstych narowów, opartych na instynktach, jest gonienie za drobiem, innymi zwierzętami, rowerzystami itp. uciekającym „łupem”, połączone nieraz z gryzieniem czy duszeniem ofiary. U psów niemyśliwskich należy od samego początku stłumić ten naturalny pęd do pogoni. Jeśli psa ponosi temperament i nie pomaga zwykłe skarcenie głosem, należy zgromić go ostrym ,,fe!” i zadać mu dotkliwy cios prętem czy batem lub strzałem z procy. Można też zastosować otok i korale (patrz rozdz. „Karność”).
Psa wracającego z pogoni witamy spokojnie, bo kara powinna go spotkać tylko w czasie, a nie po przestępstwie. Jeśli pies zadusi kurę czy kota i przyniesie nam swój łup, nie należy go ani karać, ani chwalić. Pies dał nam dowód największego przywiązania, traktując nas jak towarzysza sfory, któremu przynosi wspólny łup. do podziału. Ukarany, musiałby myśleć, że spotkała go przykrość za aport, a nie za pogoń. W wyniku takich skojarzeń przy najbliższej okazji znów pogoni za łupem, lecz albo zje go sam, albo porzuci poza naszym polem widzenia. Pochwałę natomiast mógłby uznać za aprobatę całego polowania.
Łup odbieramy psu obojętnie i chowamy go. Później jednak można martwego kota lub kurę użyć do obrzydzenia psu zapachu tych zwierząt w ten sposób, że na placu ćwiczeń kładziemy uprzednio zaduszone zwierzę, a później przychodzimy z psem na to miejsce pod wiatr. Z chwilą gdy pies zwietrzy swą ofiarę, zdradzając chęć podbiegnięcia do niej, karcimy go ostro „fe!”, zadając mu jednocześnie ból uderzeniem bata lub pręta, a następnie podejmujemy szereg ćwiczeń deprymujących, jak warowanie i siadanie na zmianę. Dłuższe warowanie pod grozą bata działa nań szczególnie deprymująco, a ponieważ odbywa się w sferze zapachu nieżywego kota czy kury, utrwala przekonanie, że obecność tych zwierząt łączy się z przykrością. Ćwiczenia te można także przeprowadzać przed klatką z kurami’ albo królikami, jeżeli pies zdradza agresywne zamiary w tym kierunku. Kilka takich ćwiczeń wystarczy zazwyczaj na całe życie.
U psa chowanego od młodości można w ogóle nie dopuścić do powstania jakichkolwiek antagonizmów, jeśli przyzwyczai się go do obecności różnych zwierząt. Przy odzwyczajaniu jednak od narowów już ostrzej występujących należy pamiętać o tym, że im większa objawia się u psa pasja, tym dotkliwsza przykrość powinna mu obrzydzić zakazany owoc. Po każdym karnym ćwiczeniu należy zająć psa spacerem i odprowadziwszy go poza zasięg zapachu zakazanej zwierzyny starać się odzyskać jego zaufanie w zabawie. Chodzi bowiem o podkreślenie, że przykrość łączy się tylko z doszłymi lub niedoszłymi ofiarami.
Przy omawianiu wychowania wyżła podkreślałem, że należy wystrzegać się przesady, by nie stłumić w psie ochoty do pościgu za zającem. Natomiast inne psy, nie polujące, należy wychować tak, aby radykalnie zapobiec skłonnościom do kłusownictwa. Pies kłusownik staje się niekarnym włóczęgą i zamiast radości sprawia tylko kłopot, ściągając na właściciela uzasadnioną niechęć myśliwych, którzy wcześniej czy później unieszkodliwią wałęsającego się w ich rewirze szkodnika.
Tak samo należy dbać o to, by pies nie uganiał się za kotami. Jedynie pies myśliwski — płochacz, wyżeł kontynentalny, aporter czy jamnik — może być użyty do duszenia czy osaczania kotów kłusujących, lecz wyłącznie w rewirze łowieckim. W domu zaś lub w obrębie zabudowań musi być obojętny w stosunku do nich. Dobrze ułożony wyżeł prędko pojmie tę różnicę, co więcej, w domu potrafi nawet żyć z kotem w wielkiej zażyłości. Szczucie nie wadzącego nikomu kota niegodne jest kulturalnego człowieka, który powinien być przyjacielem Wszystkich zwierząt. Przeciwnie, każdego psa domowego należy oswajać z kotami. Przy należytym wychowaniu pies nie tylko zżyje się z kotem, ale włączy go do swej sfory zastępczej i będzie go nawet bronił przed obcymi agresorami. U psów nie myśliwskich należy przeto przy pierwszej pokusie pogoni za kotem zdusić w zarodku te usiłowania, by raz na zawsze wykorzenić skojarzenie „kot=pogoń za łupem”.

KOMENDA „SŁUŻ”

Wspominam o tej nieużytecznej zabawie ze wzglądu na jej dużą popularność wśród miłośników piesków pokojowych i łatwość jej nauczenia. Psa sadzamy początkowo w kącie, następnie pod ścianą, ustawiając go na komendę „służ!” w tej pozycji. Gdy to się uda, chwalimy i nagradzamy. Do przyjęcia pozycji pionowej zmuszamy psa, trzymając mu przed nosem ponętny kąsek; dążąc do jego otrzymania będzie sam starał się zachować odpowiednią postawę. W nagrodę dostanie kąsek, który w miarę wyrobienia równowagi i usztywnienia mięśni grzbietu przetrzymujemy coraz dłużej. Z czasem wystarczy samo hasło. Przy tej okazji wypada przypomnieć, że nie wolno psa uczyć żebrania przy stole Toteż ćwiczenia tego nie należy nigdy przeprowadzać w czasie posiłków, a gdyby pies żebrał u obcych, można, poprosić pomocnika, by go tego oduczył.

Komenda dal łapę

Ćwiczenie to należy do nieużytecznych zabaw i o tyle tylko łączy się ze zwyczajem psów, że i one między sobą posługują się dotykiem i trącaniem jako sposobami zwracania na siebie uwagi. Nauka jest bardzo łatwa. Po prostu każemy psu siadać i po podaniu hasła „serwus” lub innego bierzemy jego łapę do ręki, po czym chwalimy i nagradzamy Zwykle po kilku dniach sam dźwięk obranego hasła wywołuje pożądaną reakcję.

W trakcie ćwiczeń można psa wysyłać od czasu do czasu swobodnie, ale przy każdym nowym zadaniu należy go prowadzić na kilkumetrowej lince, aby móc kontrolować przebieg jego pracy i nie pozwolić na zbyt szybkie, pobieżne szukanie.
Nauka identyfikowania własności pana jest znacznie łatwiejsza. Przewodnik kładzie przedmiot przepojony swoją wonią, znany psu z poprzednich ćwiczeń, pośród wielu innych rzeczy należących do obcych osób i przez nie położonych. Następnie z odległości kilkunastu metrów posyła psa hasłem: , który mój? aport!” Nowe hasło “wprowadzamy w tym celu, aby nowe zadanie nie kojarzyło się z poprzednimi. Przedmioty układa się rzędem, w linii prostopadłej do kierunku wiatru. Może się bowiem zdarzyć, że przedmiot leżący obok przynależnego do pana znajdzie się w sferze należącej do niego woni, przeniesionej przez wiatr boczny. Pies znający aportowanie i szukanie własności swego pana z reguły już za pierwszym razem dokona właściwego wyboru. Gdyby jednak zrobił inaczej, nie należy go karać, lecz ze słowem „nie” odebrać spokojnie przedmiot, odłożyć na miejsce i wezwać do dalszego szukania.
Jeżeli pies uparcie wraca do tej samej pomyłki, należy usunąć dezorientujący obiekt, a jego właściciela wyłączyć na pewien czas z ćwiczeń. Zachodzi bowiem podejrzenie, że woń danego pomocnika jest zwodniczo podobna do zapachu przewodnika. Za trafne wybranie przedmiotu należy się oczywiście psu pochwała i nagroda w postaci smacznego kąska. W dalszej fazie znaną psu rzecz zastępuje się inną, nieznaną, ale przepojoną zapachem pana.
Efektownym ćwiczeniem jest, jeśli pies ma zadanie wybrać spośród np. chusteczek osób obcych należącą do pana Przedmiot przewodnika powinien przy każdej próbie leżeć gdzie indziej, by rozpoznany był na podstawie woni a nie kolejności miejsca w szeregu, który zresztą później można zastąpić dowolnym układem przestrzennym, byle przedmioty nie leżały tuż obok siebie.

Tropienie śladu przez psa

Woń śladu nazwano, słusznie zresztą, „bukietem śladu”. Jak na zapach bukietu składają się różne zapachy kwiatów, tak i na bukiet śladu składają się różne zawarte w nim wonie. Najważniejsze z nich są: zapach indywidualny człowieka, woń obuwia wraz z jego środkami konserwującymi, zapach roślinności deptanej przez osobę kładącą ślad i wreszcie woń ziemi uciskanej przez tę osobę. Ten bukiet woni oddziaływa na węch psa zbiorowo, podobnie jak dla niewyrobionego muzycznie ucha wydobyty z fortepianu akord kilku tonów równocześnie. Należy jednak sobie uświadomić że poszczególne składniki „bukietu” mają różne nasilenie, tak że jedne z nich tłumią inne.
Klasycznym przykładem śladu o zapachu indywidualnym jest ślad położony przez osobnika bosego, spoconego, na tafli szklanej, uprzednio dokładnie wymytej i pozbawionej wszelkich substancji wonnych. W praktyce takich śladów oczywiście nie spotykamy. Praktyka dostarcza nam zwykle śladów szeregu osób, idących po takim samym podłożu, wśród tej samej roślinności, nieraz w podobnym obuwiu, konserwowanym jednakową pastą, różniących się tylko wonią osobistą. Oba bukiety w wymienionych przykładach mają zatem dwa składniki identyczne, jeden mniej lub bardziej podobny, a tylko jeden odmienny. Nic dziwnego więc w tym, gdy pies nie odróżni obu śladów od siebie.bo po prostu nie nauczył się jeszcze zwracać uwagi na jedyną cechę miarodajną dla identyfikowania śladu, jaką jest indywidualna woń człowieka.
Stosunkowo łatwą rzeczą jest nauczenie psa odróżniania śladu przewodnika, gdyż zżyty z jego wonią będzie miał utrwalony jego obraz węchowy. Natomiast nauczenie psa rozpoznawania obcych śladów i przedmiotów w celu doprowadzenia do przynależnych osób jest zadaniem znacznie trudniejszym, przekraczającym zarówno możliwości przeciętnego amatora, jak i zakres książki.
Nauka identyfikowania śladów przewodnika zaczyna się w ten sposób, że na spacerze, najlepiej w terenie nieuczęszczanym przez inne osoby, przewodnik wysyła psa naprzód i gubi przedmiot osobisty dobrze przepojny własną wonią, np. rękawiczkę. Zguba powinna leżeć na śladzie, w niewielkiej odległości od miejsca, skąd wysyłamy psa hasłem: „szukaj, gdzie zguba?” Dalsze postępowanie jak przy szkoleniu aportera lub posokowca. Psa znajdującego zgubę chwalimy i nagradzamy; staramy się nie przemęczać go częstymi ćwiczeniami. Stopniowo należy przedłużać ślad i utrudniać go przez zakręty, z początku łagodne, a potem ostrzejsze. Pozostawia się go pod nieobecność psa, wpierw na kilka minut, później coraz dłużej, aż do paru godzin przed ukazaniem go zwierzęciu. Ważną rzeczą jest, by w dalszym ciągu ćwiczeń ślad przechodził przez różne tereny. Pewnym utrudnieniem będzie położenie śladów wzdłuż bruzdy przy miedzy i nagłe skręcenie ich na przyległe pole lub łąkę, bo tu kierunek zmieni się równocześnie z podłożem, pies więc początkowo pobiegnie wzdłuż bruzdy. Następnie można położyć część śladu boso, część w butach, najlepiej w innych, byle nie nowych.
Sucha i twarda ziemia nie konserwuje śladów, najłatwiej więc psu szukać na łące lekko wilgotnej, lecz nie gliniastej. Glina oblepiając obuwie izoluje je od zetknięcia się z gruntem, a tym samym pozbawia ślad woni charakterystycznej dla danej osoby.
Gdy pies już dobrze wypracuje wszelkie kombinacje śladów przewodnika, wprowadza się utrudnienia w postaci dodatkowego śladu obcej osoby, krzyżującego się ze śladem przewodnika, jak w przytoczonym doświadczeniu Mosta. Pierwsze ćwiczenie przewodnik stara się ułatwić psu w ten sposób, że kładzie ślad na łące w często noszonych, a więc przepojonych jego wonią trzewikach, a ślad zwodniczy pozostawia osoba zupełnie obca dla psa. Nie może to być ktoś z domowników lub członków rodziny pana.
Dalsze ćwiczenia, po kilkakrotnym dobrym rozwiązaniu poprzedniego, polegają na tym, że skrzyżowanie następuje u zbiegu dwu różnych terenów: przewodnik wchodzi np. na zaoraną ziemię, a pomocnik kładzie ślad na łące (zależnie od pomysłowości i warunków terenowych). Błędy koryguje się analogicznie, jak przy nauce posokowca (patrz str. 126).
Na śladzie przewodnik gubi jeden lub więcej przedmiotów. Ostatni przedmiot musi się znajdować u kresu śladu. Celem bowiem ćwiczenia jest znalezienie zguby; pies powinien nabrać doświadczenia, że ze śladem łączy się zawsze odkrycie „łupu”.

PRACA PSA ŚLEDCZEGO

O ile praca psa myśliwskiego oparta jest na instynkcie łowów bezpośrednio, o tyle szukanie śladów ludzkich — tylko pośrednio. Miejsce naturalnego łupu zajmuje sztuczny — przedmiot aportu lub człowiek,  od którego pochodzi ślad.
Aby wyszkolić psa w pracy na śladzie ludzkim czy w identyfikowaniu przynależności przedmiotów do danych osób, należy unikać z początku terenów, na których ślad człowieka krzyżuje się ze zwodniczym śladem zwierzyny. Nie wolno jednak stosować zbyt drastycznych środków, by nie zrazić ucznia do wszystkich zapachów na śladzie w ogóle. Ostrożność i daleko posunięta powściągliwość w postępowaniu jest tym bardziej wskazana, iz przy pracy węchowej przewodnik kieruje psem w dziedzinie dla siebie niedostępnej, a więc o nieporozumienie jest bardzo łatwo.
Nie ulega wątpliwości, że pies rozpoznaje węchem rozmaite gatunki zwierząt, a także ich tropy. Powstaje pytanie, czy również wśród ludzi potrafi on odróżnić zapach poszczególnej jednostki i zidentyfikować osobę. Przez zidentyfikowanie osoby rozumiem w danym razie zdolność psa do odróżnienia krzyżujących się śladów kilku ludzi oraz zdolność rozeznania w gronie obcych mu osób tej, która jest przynależna do danego śladu lub przedmiotu.
Nie wdając się w rozważania teoretyczne, można stwierdzić na podstawie życia codziennego, że każdy człowiek ma swoją won osobistą, jemu tylko właściwą. Na indywidualną woń człowieka składa się wydzielina gruczołów łojowych i potowych oraz stale łuszczący i rozkładający się naskórek. Zespół tych woni jest Charakterystyczny dla poszczególnych osobników i u każdego z men oo-mienny. Poza tym woń każdej osoby zmienia się z wiekiem, a także zależna jest od zmęczenia, choroby lub przyczyn natury psychicznej. Człowiek poci się np. pod wpływem bólu albo strachu. Stany te nie zależą od jego woli. Można opanować wyraz twarzy, nie uzewnętrzniając w ten sposób swych przeżyć duchowych, lecz nie można
zapobiec zmianie zapachu. Tym tłumaczy się agresywność psów wobec osób tchórzliwych, chociażby zachowaniem nie zdradzały swych obaw. Zmiana zapachu niewątpliwie ułatwia też aporterom wyszukiwanie postrzałków nawet nie broczących krwią, lecz zapewne wydających z bólu lub śmiertelnego lęku inną woń niż zdrowa zwierzyna uciekająca lub ukrywająca się przed prześladowcą. Różnice te musimy przeto brać pod uwagę przy nauce, wybierając obiekty doświadczalne w miarę możności z różnych środowisk i o różnym wieku, aby psu początkowo nie stawiać zbyt trudnego zadania.
Przez długi czas sądzono, że pies postępując za śladem człowieka kieruje się wyłącznie wonią jego ciała. Dopiero doświadczenia Mosta wykazały niesłuszność tej teorii i udowodniły, że przeciętny pies kieruje się jedynie wonią śladu.
Doświadczenie Mosta przedstawiało się mniej więcej w następujący sposób: przez łąkę szły 2 osoby po liniach w pewnym miejscu krzyżujących się pod kątem prostym. W punkcie skrzyżowania jedna z osób, zdążająca z południa na północ (właściciel psa), skręciła na wschód, kontynuując drogę drugiej osoby, która do miejsca skrzyżowania doszła z zachodu i odtąd dalej podążała na północ, kontynuując tym samym drogę zaczętą przez pierwszą osobę. Psy nie szkolone uprzednio w identyfikowaniu śladów prawie, bez wyjątku myliły się. Rozpoczynając szukanie śladu pana od południowego początku, przechodziły przez skrzyżowanie dalej po linii prostej, a więc na północ, idąc śladem zwodniczym osoby obcej.
Okazuje się więc, że pies nie wyszkolony nie idzie za wonią człowieka, lecz za wonią śladu jako takiego. Na zasadzie tych prób, różnie modyfikowanych, podjęto badania nad wonią śladu.

PRACA PSA ŚLEDCZEGO

O ile praca psa myśliwskiego oparta jest na instynkcie łowów bezpośrednio, o tyle szukanie śladów ludzkich — tylko pośrednio. Miejsce naturalnego łupu zajmuje sztuczny — przedmiot aportu lub człowiek, od którego pochodzi ślad.

Aby wyszkolić psa w pracy na śladzie ludzkim^ czy w identyfikowaniu przynależności przedmiotów do danych osób, należy unikać z początku terenów, na których ślad człowieka krzyżuje się ze zwodniczym śladem zwierzyny. Nie wolno jednak stosować zbyt drastycznych środków, by nie zrazić ucznia do wszystkich zapachów na śladzie w ogóle. Ostrożność i daleko posunięta powściągliwość w postępowaniu jest tym bardziej wskazana, iz przy pracy węchowej przewodnik kieruje psem w dziedzinie dla siebie niedostępnej, a więc o nieporozumienie jest bardzo łatwo.

Nie ulega wątpliwości, że pies rozpoznaje węchem rozmaite gatunki zwierząt, a także ich tropy. Powstaje pytanie, czy również wśród ludzi potrafi on odróżnić zapach poszczególnej jednostki i zidentyfikować osobę. Przez zidentyfikowanie osoby rozumiem w danym razie zdolność psa do odróżnienia krzyżujących się śladów kilku ludzi oraz zdolność rozeznania w gronie obcych mu osób tej, która jest przynależna do danego śladu lub przedmiotu.

Nie wdając się w rozważania teoretyczne, można stwierdzić na podstawie życia codziennego, że każdy człowiek ma swoją won osobistą, jemu tylko właściwą. Na indywidualną woń człowieka składa się wydzielina gruczołów łojowych i potowych oraz stale łuszczący i rozkładający się naskórek. Zespół tych woni jest Charakterystyczny dla poszczególnych osobników i u każdego z men oo-mienny. Poza tym woń każdej osoby zmienia się z wiekiem, a także zależna jest od zmęczenia, choroby lub przyczyn natury psychicznej. Człowiek poci się np. pod wpływem bólu albo strachu. Stany te nie zależą od jego woli. Można opanować wyraz twarzy, nie uzewnętrzniając w ten sposób swych przeżyć duchowych, lecz nie można

zapobiec zmianie zapachu. Tym tłumaczy się agresywność psów wobec osób tchórzliwych, chociażby zachowaniem nie zdradzały swych obaw. Zmiana zapachu niewątpliwie ułatwia też aporterom wyszukiwanie postrzałków nawet nie broczących krwią, lecz zapewne wydających z bólu lub śmiertelnego lęku inną woń niż zdrowa zwierzyna uciekająca lub ukrywająca się przed prześladowcą. Różnice te musimy przeto brać pod uwagę przy nauce, wybierając obiekty doświadczalne w miarę możności z różnych środowisk i o różnym wieku, aby psu początkowo nie stawiać zbyt trudnego zadania.

Przez długi czas sądzono, że pies postępując za śladem człowieka kieruje się wyłącznie wonią jego ciała. Dopiero doświadczenia Mosta wykazały niesłuszność tej teorii i udowodniły, że przeciętny pies kieruje się jedynie wonią śladu.

Doświadczenie Mosta przedstawiało się mniej więcej w następujący sposób: przez łąkę szły 2 osoby po liniach w pewnym miejscu krzyżujących się pod kątem prostym. W punkcie skrzyżowania jedna z osób, zdążająca z południa na północ (właściciel psa), skręciła na wschód, kontynuując drogę drugiej osoby, która do miejsca skrzyżowania doszła z zachodu i odtąd dalej podążała na północ, kontynuując tym samym drogę zaczętą przez pierwszą osobę. Psy nie szkolone uprzednio w identyfikowaniu śladów prawie, bez wyjątku myliły się. Rozpoczynając szukanie śladu pana od południowego początku, przechodziły przez skrzyżowanie dalej po linii prostej, a więc na północ, idąc śladem zwodniczym osoby obcej.

Okazuje się więc, że pies nie wyszkolony nie idzie za wonią człowieka, lecz za wonią śladu jako takiego. Na zasadzie tych prób, różnie modyfikowanych, podjęto badania nad wonią śladu.

Nauka aportowania

Do nauki aportowania zwierzyny należy wybrać teren słabo zasiedlony przez ptactwo i czworonogi, by te z kolei wyrywając się sprzed psa lub krzyżując trop nie zmyliły go.
Gdy pies wyszkoli się w nienagannym wypracowywaniu coraz dłuższych i trudniejszych tropów, zwalniamy go wcześniej z otoku hasłem „szukaj, gdzie zguba? aport!”. Oddalamy się wtedy powoli od niego, by go nakłonić do jak najszybszego powrotu.
Z psem tak przygotowanym możemy już zacząć aportowanie postrzałków, ale na początku posyłamy go za zwierzyną ciężko postrzeloną, by finał pogoni odbył się w naszym polu widzenia. W przeciwnym razie pies może się dać ponieść pasji i poszarpać ją w kawałki. Dlatego przy pierwszych aportowaniach postrzałka przewodnik powinien znajdować się możliwie blisko.
Po nabyciu pewnego doświadczenia pies sam zacznie się’ świetnie orientować i odróżniać zwierzynę zdrową od postrzelonej. Wyżła dobrze aportującego kuropatwę, zająca i królika szkoli się następnie na włóce drapieżników (m. in zabitego włóczącego się kota domowego). W końcu ciągnie się sztuczny trop przez przeszkody, jak np. potok lub droga publiczna, gdyż w praktyce nieraz zając przeskoczy rów melioracyjny albo przebiegnie drogę. W miejscu, gdzie ślad urywa się i pies nie wie co robić, przeprowadzamy go na drugą stronę przeszkody, żądając dalszego szukania po ułatwieniu podjęcia śladu na nowo. Trop można wznowić nieco wyżej lub niżej potoku, by nauczyć psa, że nie wystarczy przepłynąć wodę, lecz trzeba także przeszukać przeciwległy brzeg.
Analogicznie szkoli się posokowca na zwierzynę grubą. Jeżeli mamy kilka psów i obfity zwierzostan, można wyspecjalizować każdego z nich na inny gatunek zwierzyny. Aportowanie odpada wtedy, lecz pies powinien oszczekiwać lub wskazywać łup. Zresztą wyżeł w rękach amatora nie ma prawie nigdy okazji do częstego tropienia postrzałków sarnich, a zwłaszcza jeleni lub dzików, nie będzie więc mógł w tej roli na serio współzawodniczyć z posokowcem. Poza tym nowoczesna broń kulowa w rękach etycznego myśliwego gwarantuje (jeżeli chodzi o sarnę) skutek wprost piorunujący.
Łatwe tropy wypracuje bez trudności każdy wyżeł wszechstronny, płochacz czy jamnik. Trzeba tylko dopuścić do „rozchorowania się” (osłabnięcia) zwierzyny po otrzymanym postrzale i prowadzić poszukiwanie z psem na otoku, jak na lekcji. Najważniejszą rzeczą jest, by przewodnik sam się nie denerwował i jeśli nie ma pewności siebie, pozwolił psu spokojnie pracować samodzielnie.
W rewirze obfitującym w zwierzynę płową użytkownik łowiska dbający o odpowiedni poziom etyki łowieckiej sam zainteresowany jest w zaopatrzeniu swego personelu w wyszkolone posokowce. Właściwy posokowiec powinien być użyty wyłącznie do tropienia jeleni; na dzika najlepiej nadają się teriery

Program ćwiczeń psa

Do programu ćwiczeń włączamy również aportowanie przedmiotów na śladzie przewodnika, co powinno wchodzić także w zakres nauki każdego wyżła wszechstronnego, aportera i płochacza. Ponadto ćwiczymy szukanie zguby (zwierzyny drobnej) na tzw. włóczce (obwłoce), Dwu pomocników bierze świeżo ustrzelonego zająca, królika, kuropatwę lub bażanta i markuje miejsce postrzału. Początek włóczki zwierzyny czworonożnej markuje się przez położenie jej na ziemi i wytoczenie odrobiny krwi (z ptaka wyskubuje się kilka piór). Następnie pomocnik, ciągnie farbującą zwierzynę na sznurze uwiązanym do długiej żerdzi, aby wlokła się obok, a nie za pomocnikiem. Lepiej jeszcze, jeśli dwaj pomocnicy ciągną włókę. “Wówczas między każdym z nich a zwierzyną znajdzie się kilkanaście metrów sznura, a więc sztuczny trop nie będzie miał bezpośredniego związku ze śladem pomocników. Jako teren pierwszych ćwiczeń wybiera się niskie łąki; później na wszystkich możliwych gruntach, na roli albo w lesie kładzie się trop urozmaicony łukami, początkowo łagodnymi, potem pod coraz ostrzejszym kątem. Trudność i długość tropu powinna wzrastać w miarę postępów psa. Trop powinien przechodzić z łąki na rolę i na odwrót, a jego przebieg musi być przewodnikowi znany, aby mógł korygować błędy psa.
Na końcu tropu kładzie się zwierzynę, która służyła do wleczenia. Psa prowadzi się na długim otoku (lince), najlepiej na tzw. szelkach, lub na bardzo wygodnej, szerokiej obroży, nigdy na dławiącej lub kolczastej. Początek tropu wskazuje przewodnik. Niewątpliwie ,,zestrzał” zainteresuje psa, jeśli już poprzednio zapoznał się ze zwierzyną przy aportowaniu, a może nawet ściganiu zająca, czego u młodego wyżła nie należy traktować jako nieszczęście, lecz raczej jako dobrą zaprawę sportową.
Przewodnik zachęca psa hasłem „szukaj, gdzie zguba”, i wskazuje mu na ziemi (jeśli zachodzi potrzeba) następne krople krwi. Pierwsze ćwiczenia należy prowadzić na tropie możliwie łatwym, lecz zawsze z wiatrem, by psa nie skusiło do buszowania lub szukania górnym wiatrem. Przewodnik stara się możliwie jak najmniej ingerować, ograniczając się tylko, zależnie od zachowania psa, bądź do zachęcania go powtarzanym hasłem, bądź do hamowania zbyt gwałtownych odruchów spokojnym przemawianiem — „woolno”, ,,powooli”. Może też łagodnie powstrzymywać go otokiem, ale w żadnym razie nie powinien karcić go ostrymi słowami ani szarpać za otok. Gdy już dochodzimy do zwierzyny na dystans swobodnego widzenia jej, puszczamy psa wołając: „szukaj, gdzie zguba? aportl”. Jeśli pies zgubi ślad, nie trzeba ganić go ostro, lecz korygować jakimś specjalnym hasłem, np. „nie, niedobrze”, łagodnie wyprowadzić z mylnego kierunku, cofnąć się o kilkanaście lub kilkadziesiąt kroków łukiem (nie na tropie) i naprowadzić ponownie na ślad w miejscu, gdzie go już poprzednio dobrze rozróżniał. Jeśli mimo dwukrotnego nawrotu pies gubi trop, należy mu go wskazać.

Szkolenie psa w pracy węchowej

Szkolenie psa w pracy węchowej można zacząć bardzo wcześnie, nieraz już po ukończeniu przez niego trzech, a z reguły sześciu miesięcy życia. Początki tej pracy oparte są na zabawie i nie powinny zajmować psa niczym, co nie wchodzi w zakres jego naturalnych zainteresowań. W tym wypadku można odstąpić od zasady stałości miejsca karmienia. Przed porą posiłku kładziemy ślad w ten sposób, że na sznurku wleczemy po ziemi kawałek kiełbasy lub mięsa, a na końcu ustawiamy miskę z pokarmem. Na początek śladu naprowadzamy psa i zachęcamy słowami: „szukaj, gdzie miska?”. Podkreślam, że celowo trzeba dobrać hasło w trybie pytającym. Nie chodzi tu oczywiście o gramatyczny sens, lecz o to, by przewodnik przyzwyczaił się przy tych ćwiczeniach przemawiać do psa tylko tonem przyjaznym, zagrzewającym, a nigdy ostrym, twardym. Przy późniejszych ćwiczeniach, gdy nieraz pies wskutek, różnych nieznanych przyczyn zacznie chwilowo zawodzić, zdenerwowany i mało opanowany przewodnik mógłby zbyt łatwo wpaść w ton rozkazu „szukaj zguby!”, a im ostrzejszy byłby rozkaz, tym więcej denerwowałby się również pies, rozpraszając swoją uwagę.
Zamiast ciągnięcia śladu można również kapać kroplami zawartość miski. Wystarczy kilka kropel co krok lub kilka kroków, lecz zawsze na niskiej murawie strzyżonej lub na gołej ziemi, a nie wśród wysokich traw. Pies nie będzie miał wtedy tendencji do szukania górnym wiatrem, co by robił mając ślad pokarmu na wysokich źdźbłach. W celu uniknięcia nieporozumień zaznaczam, że pies obdarzony dobrym węchem nie idzie z nosem przy ziemi na wyraźnym, i łatwym tropie, gdyż może zupełnie wyraźnie wyczuć, ślad w zwykłej pozycji. Mimo to będzie szukał dolnym wiatrem, bo jego nić przewodnia, na której skupia uwagę, znajduje się na ziemi.
Każdy szczeniak mający dobry węch i apetyt zainteresuje
się pociągającą go wonią i z własnej ciekawości zacznie iść śladem. Po kilku takich ćwiczeniach prędko ustali się w jego umyśle skojarzenie,, że słowa ,,szukaj, gdzie…?” są zapowiedzią czegoś miłego, co wprowadzi go w wesoły nastrój.
Z dnia na dzień zmieniamy miejsce i odległość miski, coraz bardziej komplikując drogę. Gdybyśmy zauważyli, że pies nie zdradza ochoty do szukania po śladzie, lecz chce rewirować po łące, by górnym wiatrem lub co gorsze wzrokiem znaleźć ukryte naczynie, odwołujemy go spokojnie i zabieramy miskę, której zawartość damy mii do zjedzenia dopiero w domu.
Należy jednak rozróżnić niewłaściwy sposób szukania w ogóle od zdążania do miski po jej zwietrzeniu na dystans, za co trzeba mu zostawić pokarm jako dobrze zasłużoną nagrodę.
Jeżeli pies nie zwracając uwagi na ślad poszukuje miski na chybił trafił, przy następnym ćwiczeniu rozlewamy przynętę szczególnie atrakcyjną, jak np. sos pieczeniowy, a sam pokarm w naczyniu przykrywamy możliwie szczelnie, by nie wydzielała się z niego woń. Dopiero gdy pies dojdzie do miski po śladzie, odkrywamy ją i udostępniamy zawartość.
Wychowankowi obdarzonemu szczególnie dobrym węchem kładziemy następny ślad w ten sposób, by musiał go wypracować z wiatrem, a,nie pod wiatr. Miskę izolujemy szczelnie.
Ćwiczenia te mają na celu przyzwyczajenie psa od wczesnego szćzenięctwa do posługiwania się nosem jako najpewniejszym narządem niezawodnego odbierania wrażeń z ziemi. Nie trzeba ich powtarzać codziennie, wystarczy co kilka dni, ale coraz to bardziej przedłużać ślad do kilometra i dalej. Siad ten może mieć kilka zakrętów w jedną i drugą stronę, przy czym należy przewidzieć taką ewentualność, że w razie zmiany kierunku wiatru pies zetnie zakręt, jeśli dostanie wiatr bezpośrednio z dalszego odcinka przed nim leżącego. Jeśli ślad położono np. po linii podkowy, zdarza się, że pies przy sprzyjających warunkach atmosferycznych przeskoczy wprost z początkowego ramienia na końcowe z pominięciem pętli.
Odległości, na jakie pies może odbierać wrażenia węchowe, są dla człowieka prawie niewiarygodne. Obserwacje wykazały, że psy węszą swego pana na 500 m, a niektórzy autorzy podają wypadki dalszego zasięgu psiego węchu, bo aż do 900 m. Rzecz jasna, że nie wszystkie psy mają równie czuły narząd węchu.
Gdy szczeniak już podrósł na tyle, że opanował aportowanie i robi to chętnie, zamiast ćwiczeń z miską zaczynamy stosować ćwiczenia z przedmiotem na hasło ,,szukaj, gdzie zguba?”
Tylko psy z wrodzoną pasją do   aportowania   (patrz   rozdz. „Aport”) dadzą się wyszkolić na dobre tropowce. Psy aportujące jedynie na rozkaz, a więc zmuszone do tego, jak również nerwowe ‘  i tchórzliwe nigdy nie będą dobrymi tropowcami, choćby z natury były obdarzone świetnym węchem.

PSY MYŚLIWSKIE

Rozróżniamy 2 podstawowe typy psów myśliwskich: psa szukającego górnym wiatrem oraz tropiciela właściwego, który szuka dolnym wiatrem.
Przedstawicielami pierwszego typu są pointer i seter. Aby utrzymać takiego psa w stylu, nie należy od niego wymagać szukania przy ziemi. Zaletą jego jest zdolność szybkiego przeszukiwania terenu i wystawiania zwierzyny pod wiatr na duży dystans. Nie może więc zatrzymywać się nad każdym śladem. Pointer czy seter powinien wskazywać zwierzynę tam, gdzie ona jest, a nie  gdzie stans woń całego stadka.
Przedstawicielem psów posługujących się dolnym wiatrem jest posokowiec czy tropowiec. W odróżnieniu od psa polowego, szukającego zwierzyny danego gatunku, musi on wybrać określoną jednostkę i postępować za jej śladem, mimo że w zasięgu jego węchu znajdą się lub zostawią ślad okazy z tego samego gatunku.
Pomiędzy tymi dwiema skrajnościami można znaleźć całą gamę psich możliwości posługiwania się od wypadku do wypadku bądź dolnym, bądź górnym wiatrem. Między pracą psa polowego a pracą posokowca istnieje zasadnicza rozbieżność, a nawet przeciwstawność. Od polowca wymaga się, by w lot reagował na zapach każdej zwierzyny w zasięgu swego powonienia. Toteż szybkość reagowania i staranne przeszukiwanie pola, przy jak najczulszym węchu, jest tu najważniejszą zaletą. Od posokowca zaś wymaga się skupienia całej uwagi na jednym śladzie i wyłączenia się z wszelkich zainteresowań postronnych. Pośpiech i nerwowość przeszkadza w precyzyjnym wykonaniu zadania. Przeciwieństwa te doskonale ocenili Anglicy, specjalizujący psy na kilka typów: polowe, szukające górnym wiatrem, aportery oraz płochacze do szukania w wolniejszym tempie na mniejszej przestrzeni, wreszcie tropowce, których najwyższą klasę w pracy na śladzie ludzkim reprezentuje bloodhound.
Konsekwencją tych przeciwieństw tkwiących w samym założeniu zadań stawianych psom jest to, że polowiec pracujący dolnym wiatrem na śladzie lub na zmianę dolnym i górnym przy szperaniu (jak to robią płochacze) traci wprawdzie na stylu i szybkości, ale przez to jeszcze nie traci swej użyteczności polowej. Natomiast posokowiec, który by zamiast spokojnej i skupionej pracy na tropie zaczął przestawiać się na szukanie górnym wiatrem, byłby praktycznie bezwartościowy.
Warto tu jeszcze wspomnieć, że wyżeł, zwłaszcza wszechstronny, typu kontynentalnego, a także aporter czy płochacz przez dłuższą praktykę nabywają doświadczenia w odróżnianiu woni zwierzyny rannej, nawet nie broczącej krwią, od woni zwierzyny zdrowej.